Aplikacja na rower
Strona wykorzystuje pliki cookies zgodnie z polityką prywatności, aby zapewnić świadczenie usług na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Ukryj ten komunikat [x]
Krajowy Rejestr Rowerowy

Zławies Wielka - Tleń - Zławies Wielka

~163.75 km Planuję 1Przejechałem
« Zobacz trasy w okolicy
Zareklamuj się na mapach tras

Planują

Nikt jeszcze nie planuje przejechać tej trasy. Bądź pierwszy!

Przejechali (1)

Wrażenia:
Stopień trudności:
Trasa jak trasa, miała być jedną z kolejnych tyle, że tym razem od samego początku miałem z moim towarzyszem podróży pod górkę. A zaczęło się od mojego powrotu z gór, złapało mnie zapalenie gardła (tydzień przed wyjazdem) i musiałem odwołać rezerwacje, ponieważ choroba nie ustępowała przez 2 tyg. Gdy wreszcie wyzdrowiałem i znalazłem nowy nocleg mogliśmy wyruszyć. Wyjazd zaplanowany był na 27.06.11 więc bacznie obserwowałem pogodę, by wiedzieć w jakich warunkach przyjdzie nam jechać, na całe szczęście większość serwisów pogodowych podawało, że akurat poniedziałek, wtorek i środa mają być bez opadów deszczów. A więc w poniedziałek rano dokładnie o 6:40 wyruszyliśmy, ale jak wspomniałem od początku mieliśmy pod górkę. Po przejechaniu około 5 km złapały nas problemy techniczne, a dokładnie mojego kolegę. Najlepsze było to że choć zabraliśmy większość potrzebnych narzędzi, to tej usterki naszym sprzętem nie dało się usunąć więc musiliśmy się wrócić do punktu wyjazdu, by ją usunąć. Nie było by z tym większego problemu, gdyby nie to że musiałem go ciągnąć i trzeba było pokonać drugi raz podjazd pod górę, ale że jesteśmy twarde chłopaki to nic nas nie mogło zrazić. Naprawiliśmy rower i przy drugim podejściu dokładnie godzinę później udało nam się już bez problemów ruszyć. Trasa którą zaplanowałem na poniedziałek miała ciągnąć się od Gminy Zławieś Wielka przez Unisław-Kokocko-Chełmno-Swiecie-Drzycim-Osie no i cel podróży Tleń. No więc do samego Chełmna jechaliśmy bez większych problemów, miejsca o których warto wspomnieć to zjazd w Unisławiu w stronę Kokocka gdzie udało nam się rozpędzić do niecałych 50 Km/h natomiast pod samym Chełmnem można zajechać nad jezioro i tam właśnie zatrzymaliśmy się odpocząć i zjeść śniadanie . Po około 15-20 min ruszyliśmy dalej i od razu spotkała nas kolejna niespodzianka. Podjeżdżając pod górkę jaką trzeba pokonać, by wjechać do centrum Chełmna dopadły nas kolejne problemy techniczne tym razem z przerzutkami. Stwierdziliśmy że nie będziemy ich naprawiać na drodze zwłaszcza, że nie było żadnego pobocza więc prowadziliśmy rowery przez kawałek drogi choć nie długo, bo Siwy (wspomniany towarzysz podróży) nie wytrzymał, zatrzymał się i do teraz nie wiem jak, ale naprawił rower (na prawdę nie wiem jak funkcjonują te jego przerzutki, bo są z innej planety). Chcę tu wspomnieć, że na prawdę warto się tam wybrać i pochodzić bądź pojeździć po Chełmnie, ponieważ jest tam wiele wspaniałych miejsc (nie pisze więcej o samym mieście ze względu, że większa frajda samemu odkrywać nowe ,,lądy" przynajmniej takie jest moje zdanie). My tym razem odpuściliśmy sobie zwiedzanie. Zresztą byłem już tam kilka razy rowerem, a Siwy nie przepada jakoś za zwiedzaniem miast więc szybko dojechaliśmy do drogi krajowej Nr 1 którą mieliśmy pokonać to Wisłę. Po odczekaniu 15 minut na lukę w sznurze samochodów, które ciągnął nad morze lub już do domu, przejechaliśmy na drugą stronę ,,jedynki" i pojechaliśmy prosto przez most w stronę Swiecia. W Swieciu krótki przystanek na spojrzenie na mapę (pomoc koleżanki którą poznaliśmy na miejscu też była przydatna, szkoda tylko, że pomyliła wioski, a konkretnie Sólnowo z Sólnówkiem co nas na moment zbiło z tropu). Kupilismy wode i ruszyliśmy dalej w naszą podróż. Po wyjechanie za granice miasta chcieliśmy trochę nadrobić czasu, który straciliśmy na naprawy, ale niestety rzeźba terenu zbytnio nam na to nie pozwalała więc dalej jechaliśmy naszym spokojnym jak ja to nazywam - turystycznym tempem. Od momentu gdy wjechaliśmy już w rejon Borów Tucholskich było trochę lepiej ponieważ większa ilość drzew pozwalała na jazdę w cieniu. Tak w sumie to do końca drogi nie ma co opowiadać można wspomnieć o pięknym polu chabrów lub polu za którym jak to kolega określił świat się kończy ;]. A wiem o czym zapomniałem wspomnieć, jakieś 20 km od celu złapał nas trzeci kryzys. Już wyjaśniam jaki. Według mojej teorii zawsze na każdej wyprawie dopadają nas trzy momenty kryzysu może to być zmęczenie, zrezygnowanie, niechęć dalszej podróży itp. No więc gdy dopadł nas trzeci kryzys ( konkretnie zrezygnowanie) postanowiliśmy się zatrzymać nie wiedząc jak się zmobilizować. Stwierdziliśmy że skoro w wieku 7 lat lody były lekarstwem na wszystko to i tym razem nas nie zawiodą i się nie myliliśęmy. Szybko dotarliśmy do Tlenia. Błyskawiczna fotka przy granicy miejscowości i wystrzeliliśmy prosto do ośrodka, by się zameldować. Drugiego dnia mieliśmy w planach wypad na kajaki, a następnie poznanie miejscowych pań, niestety ku naszemu rozczarowaniu miejscowość ta choć piękna, to jest to najmniej tętniące życiem miejsce w jakim byłem (chodzi mi o mocno rozwinięte turystycznie miejscowości). W dzień można było spotkać jakieś rodziny które przyjechały odpocząć no i mieszkańców, ale zaraz po zmroku ulice opustoszały. No wiem, może najzwyklej w świecie mieliśmy pecha i nie trafiliśmy w odpowiednią porę. Jedyne co mogę powiedzieć o Tleniu ,to to że jest tam niezwykle pięknie, cicho i spokojnie. Wymarzone miejsce na odpoczynek od zgiełku miasta lub życia w stresie. Ja na szczęście nie mam problemów, ani z jednym, ani z drugim. A więc skoro nie mogliśmy realizować wszystkich pierwotnych planów zdecydowaliśmy się przygotować rowery do jazdy w terenie i przejechać się po lasach. Jak się szybko okazało był to doskonały pomysł który nam przyniósł wiele wspaniałych wrażeń jak przenoszenie rowerów przez zalane części ścieżki, jeżdżenie po krętych zjazdach unikając zderzenia z drzewami no i pamiętne bliskie spotkanie Siwego z jakże urodzajną glebą. Wiadomo było też kilka niewypałów jak zaciągnięcie nas na zapomniany szlak który był na tyle zarośnięty że nie szło przejechać i musieliśmy się wracać przez potężne pokrzywy, Siwy do dziś mi to wypomina. Odrobinę zmęczeni wracając kupiliśmy kilka produktów na kolacje i pojechaliśmy odpocząć przed powrotem który czekał nas kolejnego dnia. No tak był cel podróży który udało się osiągnąć dojechaliśmy ale nie można zapomnieć o tym że jeszcze trzeba wrócić co nie oznacza wcale nic strasznego bo jak to ja mówię celem nie jest miejsce a podróż. Oczywiście moja zasada jest prosta nigdy nie wracam tą samą drogą którą przyjechałem. Trasa powrotna prowadziła przez Tleń-Lniano-Pruszcz-Strzelce Dolne-Bydgoszcz-Gmina Zławieś Wielka. Po nocnym sprzątaniu naszego tymczasowego miejsca zamieszkania w środe mogliśmy sobie pospać. Start zaplanowalismy na 10:00, z 40 minutowym poślizgiem ruszyliśmy do domu. Trasa od początku wydawała się przyjemniejsza teren bardziej był łaskawy dla nas jak i wiatr, po włączeniu muzyki nic nas nie mogło zatrzymać nawet ruch był niesamowicie mały przez pierwszą godzine przynajmniej. Po drodze zakupilismy kilka drobnych czesci do roweru kolegi oraz wode i bylismy gotowi by ruszyć dalej (dla jadących w tamte rejony, dobry sklep z czesciami rowerowymi znajdziecie w miejscowosci Lniano). Po przejechaniu przez droge nr 240 w strone Pruszcza dopadła nas kolejno upał a następnie silny wiatr wiejący prosto w twarz. Bez większych problemów dojechalismy do drogi krajowej nr 5 nasza srednia prędkosc była całkiem niezła bo około 20 Km/h. Gdy dotarlismy do Strzelc Dolnych zaliczylismy bardzo przyjemny zjazd, miałem nadzieje pojechać ponad 54 Km/h ale niestety na pięćdziesięciu sie skończyło przez to że łańcuch mi spadł. Po szybkim pozbyciu sie usterki pojechalismy w strone Bydgoszczy po dojechaniu do miasta zakupilismy wode i ruszylismy na nasz ostatni odcinek trasy Bydgoszcz-Dom. Po pokonaniu mostu prowadzącego przez Wisłę pokonalismy najtrudniejszy odcinek naszej trasy który miał około 18 Km. Był to najtrudniejszy dla nas odcinek chyba przez głód który nas dopadł, wiatr oraz przez to że była to końcówka naszej wyprawy. Po drodze jeszcze zaliczylismy dosc nieprzyjemny widok jakim był potrącony borsuk (przynajmniej tak nam sie wydawało że był to borsuk) i w końcu dotarlismy do końca naszej wyprawy z myslą że wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Liczę na to że opis mojej skromnej wyprawy choć troszkę wciągnie czytelnika i zachęci do wybrania się w Bory Tucholskie. Pierwszy raz pisałem relacje z wyjazdu ale mam nadzieje, że nie wypadłem najgorzej. Dzień Pierwszy (27.06.11) Start: 6:40 Koniec: 16:40 Dystans: 103,5 Km Czas na rowerze: 6:27:05 Trasa: Gmina Zławies Wielka-Unisław-Kokocko-Chełmno-Swiecie-Drzycim-Osie-Tleń (Chciałbym zaznaczyć że własciwa godzina wyjazdu to 7:40 ponieważ po około 5 Km musielismy sie wrócić i naprawić jeden z rowerów) Dzień Drugi (28.06.11) (Dzień odpoczynku) Dystans: 16,8 Km Czas na rowerze : 2:01:21 Trasa: Jazda po lasach wzdłuż jeziora Żur i jego okolicach Dzień Trzeci (29.06.11) Start: 10:40 Koniec: 17:05 Dystans: 86,6 Km Czas spędzony na rowerze: około 5:00:00 (Czas na liczniku został zresetowany podczas jazdy przez przypadek) Trasa: Tleń-Lniano-Pruszcz-Strzelce Dolne-Bydgoszcz-Gmina Zławies Wielka Podsumowanie Dystans ogólny: 207,11 Km Czas na rowerze:13:28:26 Max prędkosć: 48 Km/h [Nie udało sie pobić rekordu 54 Km/h ;( ]
reklama

Komentarze (1)

(niewymagane)
Moja opinia jest opisana w mojej relacji z wyprawy ;)
Stopień trudności: