Aplikacja na rower
Strona wykorzystuje pliki cookies zgodnie z polityką prywatności, aby zapewnić świadczenie usług na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Ukryj ten komunikat [x]
Krajowy Rejestr Rowerowy
~mart_art91

~mart_art91

Hmm.... co by tu o sobie napisać?
0
Dodane Przejechane Planowane Zdjęcia

Aktywność użytkowników

2017-07-28 21:49:44
~mart_art91 planuje przejechać trasę wzdłuż Polskiego Wybrzeża
2017-07-28 21:49:44
~mart_art91 dodał komentarz do trasy wzdłuż Polskiego Wybrzeża
Choć na Bałtykiem mieszkam od 4 lat , zawsze mnie on fascynował. W góry nie ciągnie mnie wcale. Zainspirowany wyprawami wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku innych ludzi , oraz po przeczytaniu opowieści o takich wyprawach w gazecie Rowertour postanowiłem sam ruszyć na taką wyprawę i zmierzyć się z siłami Bałtyku. Trasę opracowałem tak by prowadziła w miarę możliwości jak najbliżej brzegu morza i biegła z dala od ruchliwych szos. Do opracowania jej wykorzystałem brzegowe odcinki międzynarodowego szlaku rowerowego R-10 dookoła Bałtyku. Jego długość w Polsce wynosi 356 km. i prowadzi ze Świnoujścia do Stilo k. Łeby. Docelowo ma on biec przez Władysławowo , Gdynię , Gdańsk , Elbląg , Braniewo do przejścia granicznego w Gronowie. Wspomniane Świnoujście wybrałem na start wyprawy. Dotarłem tu pociągiem z Gdańska z przesiadkami w Gdyni i Szczecinie po 9 godzinach podróży.W Świnoujściu spędziłem 3 dni. Pierwszy to przyjazd , drugi zwiedzanie a trzeci wycieczka do Niemiec na Wyspę Uznam będącą rowerowym eldorado. O tej wycieczce w osobnej relacji. W Świnoujściu jest co oglądać. Coraz bardziej ono pięknieje. Odnowione zostało Centrum i wybudowana została promenada wraz ze ścieżką rowerową. Ścieżek rowerowych jest tu bardzo dużo, co ułatwia zwiedzanie miasta na siodełku. Powoli zaczynają się one łączyć i dojechać można nimi praktycznie wszędzie , nawet do granicy z Niemcami. Rzadko kiedy wjeżdża się tu na ulicę. Głównym punktem jakiego nie można pominąć jest latarnia morska. Pierwsza na polskim wybrzeżu , największa w Polsce i jedna z największych na świecie. Jej wysokość wynosi 68 m. By do niej dotrzeć trzeba przeprawić się promem. Jeszcze apropos rowerów , w Świnoujściu jak i w Niemczech trudno spotkać popularne górale. Dominują tu miejskie krążowniki typu łabędź lub holender. Czwartego dnia rozpocząłem właściwą część wyprawy. Skierowałem się w kierunku Kołobrzegu. By ominąć ruchliwą drogę nr 3 do Międzyzdrojów udałem się szlakiem rowerowym R-10. Prowadzi on polną drogą przez las momentami nieco wyboistą , ale za to z szumem morza w tle. Międzyzdroje słyną z odbywającego się tu kiedyś ( od tego roku ponownie ) festiwalu gwiazd. Do 2009 r odbywał się on w Gdańsku. Wydarzenie to upamiętnia aleja z odlewami dłoni popularnych i znanych osób. Warto zajrzeć też tu na molo. Silny wiatr przegonił mnie jednak z niego szybko. Z Międzyzdrojów skierowałem się drogą nr 102 w kierunku Dziwnowa. Była ona wyremontowana , ruch na niej umiarkowany , ale za to dał mi się we znaki ciężki 5-cio kilometrowy podjazd przy wyjeździe z miasta. Pojawiały się też ciągi pieszo rowerowe. W drodze do Dziwnowa mijam m.in. Wisełkę , Kołczewo i Międzywodzie. W Dziwnowie odpoczywam przy miejscowej plaży. Z Dziwnowa do Łukęcina dalej podążam droga nr. 102 po drodze spotykając samotnego sakwiarza z Zielonej Góry , który tę trasę co ja robił w odwrotnym kierunku. Krótka pogawędka i dalej w drogę do Łukęcina , gdzie ponownie wjeżdżam na szlak rowerowy R-10 , którym to przez las docieram do Pobierowa. Próbuje tu kupić mapę , gdyż ta z której do tej pory korzystałem właśnie się tu skończyła. Jej poszukiwania kończą się fiaskiem i dalszą część trasy do Kołobrzegu pokonuje z mapą z przewodnika turystycznego , niestety dużo mniej dokładną. Z Pobierowa pedałuje dalej szlakiem R-10 do Trzęsacza. Tu koniecznie trzeba się zatrzymać by zobaczyć ruiny gotyckiego kościoła regularnie podmywane przez Morze. Kiedy budowano świątynie ( przełom XIV i XV w.) oddalona była ona aż dwa kilometry od brzegu. Z Trzęsacza przez Rewal podążam do latarni w Niechorzu. Tutejsza latarnia jest szczególnie lubiana przez turystów. Na taras widokowy wspinamy się po 208 schodach. Udaje mi się nią zwiedzić rzutem na taśmę na niespełna 5 minut przed zamknięciem. Po jej zwiedzeniu jem obiad. W Niechorzu sprawdziło się stare porzekadło ,,kto drogę skraca do domu nie wraca. Za radą mieszkańców , którzy mówili mi że do Mrzeżyna da się przejechać przez wojskowy poligon , gdyż jest on nieczynny. Okazało się to nieprawdą , gdyż był tam szlaban i napis teren chroniony. Próba objazdu plażą też spełzła na niczym , gdyż zejścia były zbyt strome by przepychać się przez nie z rowerem z sakwami i na dodatek skończyła się ona obtarciem nogi o pedał. Wściekły ze sporą stratą czasu jadę do pełnego zabytków Trzebiatowa , przez który tylko przelatuje spacerowym tempem zerkając tylko na zabytki z siodełka , a potem dalej udaje się w kierunku Mrzeżyna , gdzie robię krótki postój. Kawałek za Trzebiatowem po lewej stronie szosy jest ścieżka rowerowa. Z Mrzeżyna przez wojskowe tereny wsi Rogowo i letnisko Dźwirzyno docieram do Kołobrzegu gdzie zatrzymuje się na nocleg. Tego dnia przejechałem 140 km. W Kołobrzegu warto zatrzymać się na dłużej, ponieważ w tym mieście jest co oglądać. Poza plażą , koniecznie trzeba zobaczyć latarnię morską zbudowaną na starym forcie. Czynnik ten spowodował że ma ona masywny okrągły kształt. Warto tu też odwiedzić tutejszy port skąd przez cały rok wypływają statki na Bornholm. Warto też pospacerować po odnowionej starówce. Z Kołobrzegu obrałem kierunek na Ustkę. Miasto opuszczam ścieżką rowerową między morzem a mokradłami. Nie spodziewałem się że na pierwszym odcinku tego etapu będę miał przygody. Na ścieżce rowerowej trafiam na zerwany most i przez 20 minut pcham rower po plaży jak niemieccy sakwiarze . Następnie na lotnisku między Podczelami a Ustroniem Morskim gubię drogę i znowu ląduje na ścieżce do Podczeli. Tym razem jednak znajduje właściwą drogę i przez Sianożęty jadę do Ustronia Morskiego a potem szlakiem rowerowym R-10 do latarni w Gąskach. Tutejsza latarnia jest jedną z najchętniej odwiedzanych tego typu budowli. Liczy ponad 200 schodów. Dla pięknych widoków z niej warto się tam wdrapać. Po jej zwiedzeniu porcja frytek i dalej w drogę w kierunku Sarbinowa , do którego szlak R-10 prowadzi szutrową drogą a potem zagłębia się w las. W Połowie drogi między Sarbinowem a Mielnem natrafiam na obelisk informujący o przebiegu 16-tego południka geograficznego. Spotykam tu też tych samych Niemców którzy między Kołobrzegiem a Podczelami pchali rowery po plaży. Tuż przed Mielnem szlak staje się dość trudny , ale tylko jego ostatni odcinek , który kończy się w Centrum miejscowości. Z Mielna pedałuje malowniczą droga pomiędzy Bałtykiem a Jeziorem Jamno. W Łazach tuż obok plaży robię dłuższy postój i dalej szlakiem R-10 podążam do Bielkowa , a stąd szosą nr 203 przez Dąbki docieram do Darłowa. Miasto to wogule mi się nie podoba. Zaniedbany Rynek , wredni i nieuprzejmi mieszkańcy i brak baru ze stolikami na zewnątrz. Zjeść udaje mi się tylko dzięki Pani , która pozwoliła mi wprowadzić rower do środka. Bez żalu opuszczam Darłowo i ścieżką rowerową pedałuje do latarni w Darłówku. Na miejscu okazuje się że latarnia jest już nieczynna. Jednak dzięki Pani , która specjalnie dla mnie przyjechała tu z Darłowa udaje mi się ją zwiedzić. Nie imponuje ona może wysokością, gdyż została ona zrobiona z ceglanego budynku pilotów z1885 r na którym dobudowano niewysoką wieżę zakończoną szklaną laterną. Po zwiedzeniu obiektu dopytuje się o skrót do Jarosławca przez Kopań. Podróżujące tu turystki odradzają mi te drogę ze względu na głębokie piachy. Pora jest już bardzo późna by ryzykować , więc wybieram drogę okrężną przez Barzowice , podkręcając jednocześnie tempo ale w Drozdowie stromy podjazd zabrał mi znowu sporo czasu. Na latarnię w Jarosławcu mogłem już tylko popatrzeć i odpocząć przy niej. Robie tu jeszcze ostatnie zakupy i odbieram telefon od pani z kwatery w Ustce , która zaczeła się już o mnie martwić , nic dziwnego robiło się coraz bardziej późno a do Ustki jeszcze kawał drogi. Od razu jadę trasą okrężną , gdyż bez przepustki o wjeździe na poligon mogę zapomnieć. Przez Łącko docieram do wsi Zaleskie , a stąd już asfaltem prosto do Ustki , gdzie na kwaterę docieram po 23. Okazuje się że był to najdłuższy etap całej wyprawy 154 km. W Ustce na uwagę zasługuje oczywiście latarnia , która wraz z neogotyckim kościołem cudem ocalała z zawieruchy wojennej. Warto też pospacerować po promenadzie, niestety nie dostępnej dla rowerów.
2017-07-28 21:49:44
~mart_art91 planuje przejechać trasę Częstochowa - Przybynów