Aplikacja na rower
Strona wykorzystuje pliki cookies zgodnie z polityką prywatności, aby zapewnić świadczenie usług na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Ukryj ten komunikat [x]

Nad jezioro Białe (Etap pierwszy, dojazd)

~136.94 km 1Planuję 4Przejechałem
« Zobacz trasy w okolicy
Zareklamuj się na mapach tras

Planują (1)

Przejechali (4)

Wrażenia:
Stopień trudności:
Dzięń 12 sierpnia 2011 roku godzina 3:00 a ja już byłem na nogach, skoczyłem sie umyć zjesć cos no i trzeba było ostatni raz spojrzeć na mape wkońcu za godzinke punktualnie o 4 rano miałem razem z Siwym wskoczyć na rower i ruszyć nad jezioro Białe w województwie Mazowieckim w powiecie Gostynińskim. Nasza droga miała być dosć prosta ale jak zawsze załapalismy się na najróżniejsze przygody. Trasa zaczęła się niezwykle przyjemnym akcentem, ponieważ nasza koleżanka (Pozdrowienia dla Natalki) nie spała do czwartej nad ranem by móc przyjsć i nas pożegnać oraz kawałek odprowadzić. A więc o czwartej wyszlismy z domów ale jak zwykle ruszylismy z 30 minutowym opóźnieniem (tak w sumie nawet nie wiem dlaczego przecież nawet pierwszy raz w tym roku nic nam sie nie zepsuło na początku). No to jeszcze zajechalismy po wodę na stacje benzynową i ruszylismy.Nasz plan zakładał dojechanie wpierw prostą drogą do Torunia co nam się udało bez żadnych przeszkód. Po przejechaniu miasta w którym sie aktualnie uczę przyszedł czas na nasz sprint po jedynce (Droga krajowa nr.1 na wyjeździe z Torunia jest w opłakanym stanie więc uważajcie) mknelismy tak nią aż do zjazdu na Ciechocinek, zaraz gdy wjechalismy na spokojniejszą drogę zwolnilismy nasze tempo i zajechalismy obejrzeć Tężnie co mysle że jest obowiązkiem dla każdego kto przejżdża przez Ciechocinek (Uprzedzam że na same Tężnie można wejsc od 9:00), my niestety sie nie załapalismy bylismy dużo za wczesnie więc tylko cyknelismy sobie pamiątkową fotke i pojechalismy dalej w stronę Nieszawy. W samej Nieszawie można wskoczyć na prom i popłynąć na drugą stronę Wisły, ja z moim kompanem zadowolilismy się slicznym widokiem na rzekę i ruszylismy w dalszą drogę. Na odcinku do Włocławka musielismy jeszcze wjechać na mocno ruchliwą jedynkę ale bez żadnych większych przygód dojechalismy do centrum miasta. Zatrzymalismy sie cos zjesc no i tu musze o czyms wspomniec mielismy zamiar kupić brakujące przedmioty o których zapomnielismy lub nie wzielismy pod uwagę wyjeżdżając ale stanęło na tym że nic nie kupujemy (brakowało nam dętki o rozmiarze 26 i pompki) i choć była to totalna głupota to argument Siwego mówiący o tym że od 5 lat nie przebił dętki mnie przekabacił, tak więc tylko cos zjedlismy i wybralismy się w dalszą drogę . Po przejchaniu się kawałek wzdłuż jedynki drogą wyznaczoną dla rowerów zjechalismy w stronę jeziora Wójtowskiego o ile dobrze pamiętam i tu zaczęły się nasze pierwsze problemy. Na początku było nieźle droga choć nie w najlepszym stanie to uczęszczały nią samochody niestety po około 30 minutach znaleźlismy sie na drodze pożarowej nr 16 która nas prowadziła przez głuchy las ani ludzi ani domów na szczęscie po jakims czasie gdy skończyła nam sie woda trafilsmy na sklep i choć półki w sklepie jak za czasów komunizmu to udało nam sie kupić dwie małe butelki wody (0,5l większych nie było) i zapytać o drogę. Wiedzielismy że musimy mocno odbić w prawo ale jeziora i kręte scieżki mocno utrudniały odnalezienie własciwego kierunku i choć było to dosc ryzykowne postanowilismy się nie wracać. Po godzinie kluczenia po lesie usłyszelismy piły łańcuchowe i drwali gdzies niedaleko, gdy udało nam sie ich odnalesc zapytalismy się o drogę, jeden z nich potwierdził moje domysły że musielismy z Siwym mocno zakręcić sie w tym lesie ale i też powiedział, że teraz już jedziemy w prawidłowym kierunku. Według jego zapewnień przed nami nie było już dalekiej drogi do przebycia przez las i miał może racje jesli się weźmie pod uwagę że zna się drogę i jedzie samochodem niestety jego niedokładne instrukcje znów nas zdezorientowały na szczęscie szybko trafilismy na drogę która w moim mniemaniu była własnie w budowie. Na całe szczęscie była zdatna do jazdy liczylismy że szybko kogos spotkamy i po kolejnych 20-30 minutach od czasu gdy wjechalismy na tą drogę spotkalismy miejscowego który nas poinformował że przed nami miejscowosć Telążna to była dla mnie pociecha, ponieważ wiedziałem nareszcie gdzie się znajduje dokładnie. Mielismy nadzieje że znajdziemy tam sklep ponieważ kończyła się nam woda (las strasznie nas męczył zwłaszcza że mielismy ze sobą pełny bagaż) po dojeździe na miejsce zapytałem się w jednym z domostw czy jest tu jakis sklep i o dalszy kierunek wody co do sklepu miejscowa pani rozwiała nasze nadzieje na szczęscie uraczyła nas butelką wody i podtrzymała na duchu informując że do wyjazdu z lasu niedaleko mielismy jeszcze pokonać jedną dłuższą prostą drogę. Gdy udało nam się wyjechać z tego przeklętego labiryntu ruszylismy prosto na Gostynin było około 17 a my mielismy już za sobą ponad 120 Km, liczyłem na to że przed Gostyninem odbije na Lucień ale jak tylko zauwżylismy że droga prowadzi przez las postanowilismy trzymać się asfaltówki i tak dojechalismy do drogi krajowej nr 60 za Gostyninem patrząc od strony Płocka więc znów popełnilismy błąd tak w sumie to ja go popełniłem, w końcu odpowiadałem za nawigacje. Tak więc mielismy kolejny sprint do pokonania najpierw w prostej lini do Gostynina następnie już do ostatniego przystanku jaki mielismy zaliczyć tego dnia, czyli Lucień i jezioro Białe. Niestety i ta nasza końcówka nie była taka różowa, bo choć mielismy te przeklęte lasy już za sobą to zmęczenie jaki pagórkowaty teren nam zafundował zostało. Do Lucienia dotarlismy już bez problemów jednak na samym miejscu dopadła nas ulewa zatrzymalismy sie by zakryć sakwy i namiot by nic nie zmokło, ja jeszcze skoczyłem do sklepu po wodę i spytać się gdzie znajde pole namiotowe w którym wczesniej ustalilismy że się rozbijemy namiotem (w sklepie nie uzyskałem żadnej pomocnej informacji). Gdy tylko burza przycichła ruszylismy szukać naszego osrodka i tu zaczeło sie prawdziwe poszukiwanie najpierw trafilismy do miejsca jak się później okazało po złej stronie jeziora, następnie kluczylismy wzdłóż jeziora przez jeszcze jakąs godzine po czym zdecydowalismy sie umiejscowić w zupełnie innym osrodku i tak o 21:30 udało nam sie rozbić namiot oczywiscie jeszcze zanim znaleźlismy wspomniane pole namiotowe deszcz nas dokładnie kilka razy wypłukał a i przy rozkładaniu namiotu lało choć już nie tak mocno (padało jak by to ująć falami czyli leje, kropi leje, kropi i tak na zmianę) . Oczywiscie nasze humory tego dnia byłe wysmienite zwłaszcza że całą drogę mielismy się z czego posmiać, choć chwilami było ciężko to na koniec 2 zapiekanki, hamburger i porcja frytek pozwoliła nam utrzymać nasz wspaniały humor. Gdy spojrzałem na licznik ostatni raz, zobaczyłem pokonane 167 Km co oznaczało pobicie dziennego rekordu (wczesniej 160 Km jednego dnia) to zwłaszcza mi poprawiło humor, ponieważ Siwy chyba nie przykuwa takiej uwagi do przebytych kilometrów albo nie lubi się tym afiszować nie to co ja ;D. Na temat tego jak spędzilismy następny dzień nie będę sie rozpisywał powiem krótko na temat miejsca gdzie przebywalismy, swietne miejsce by zrelaksować się, bawić do białego rana i spotkać różnych ciekawych czasem dziwynych ludzi ale na pewno życzliwych (Wielkie dzięki dla faceta który pożyczył nam materac choć w życiu nas na oczy nie widział). Następny etap podróży i reszte opowieści znajdziecie na mopie pod tytułem ,,Nad Jezioro Białe. Etap drugi"
reklama

Komentarze (1)

(niewymagane)
Można przeżyć na tej trasie niesamowite przygody...
Stopień trudności: